posprzeczaliśmy się.

Jak zwykle o pieniadze.
To znaczy o coś więcej, bo głębiej wygląda to inaczej.
Mój mąż(to moje zdanie) musiał z powodu relacji rodzinnych wypierać swoje potrzeby, a że jest wrażliwym człowiekiem, to ma tak, że potrzeby ma i proporcjonalnie to ich wielkości ma ich tłumienie. Wygląda to tak, że potrzebuje i świetnie sobie odmawia. CZasem wrzuca na luz i np. kupuje drugi samochód, aparat fotograficzny, roślinki do ogrodu.
Ja(tu nie jestem obiektywna)mam kłopot z niepohamowanym apetytem na wszystko. Pieniądze? Służą do zaspokajania potrzeb, broń Boże oszczędzania. Wydawane wracają, czyli pieniądz musi płynąć.

Nietrudno zgadnąć, na czym polega konflikt.
On ma poczucie krzywdy, że jest pomijany, nie liczy się, ustępuje(tak na prawde na własne życzenie).
Ja zaspokajam swoje, ale w poczuciu winy, że kosztem jego potrzeb.

Poszło o szkolenie. Wydatek w ciągu roku rzędu 5 tysięcy+ noclegi, dojazdy. Plus mój koszt osobisty- raz w miesiącu wyjazd z domu na trzy dni. Ja patrze na to, jak na mozliwość lepszego zarabiania w przyszłości(pieniadz płynie, wypłynie i wróci).
Mąż patrzy na to, jak na mój zamach na domowy budżet. Znowu ja zrealizuję swoje potrzeby, jego pozostana na boku.

Teraz, jak to piszę , widzę, że najlepszy byłby kompromis.
Na przykład- proponuje Karol- moja rezygnacja z mebli do komputerowego. tandetnych, najtańszych, ale za 1/3 kwoty na szkolenie.

Czasem myślę, że jeśli istnieje świat wcieleń(wiem, wiem, kłóci się to z chrześcijaństwem), to ja w poprzednich musiałam żyć strasznie rozpustnie. I teraz muszę ćwiczyć się w zachowywaniu powściagliwości.

Tak się nie mogę nachapać miłości, bliskości, ciuchów, kosmetyków, rozmów, spotkań, zajęć, jedzenia,gry, zabawy,ludzi.

Martwię się swoim obżarstwem życiowym, dziewczynki rosną. Róża za 4 lata zda maturę i pójdzie na studia. Będzie potrzebowac kasy, przynajmniej przez pierwsze trzy lata…a potem zaraz Marysia.Utrzymanie dwóch studentek to już nielada wydatek, a przecież chciałoby się pomóc tak, jak pomagali rodzice.
Jakos mi się refleksyjnie zrobiło.

5 komentarzy

  1. pb

    Masz rację – pieniądz wypływa i wpływa. Ciągły ruch generuje popyt i podaż. Gospodarka rośnie.

    Ale.. tak jest w przypadku MAKROekonomii,a nie MIKROekonomii. Czyli gospodarka może rosnąć, ale Twój domowy budżet wprost przeciwpołożnie.

    I jeszcze jedno – ekonomiści zwracają od dawna uwagę na to, że Polacy mają niską skłonność do oszczędzania. Czyli kompletnie nie są przygotowani na trudne czasy.
    Ludzie w tzw. krajach rozwiniętych wiedzą, że po latach tłustych przyjdą chude (zwykłe cykle koniunktury) i w tłustych warto się na to przygotować-odłożyć kasę.
    Dlatego zdecydowanie mniej boleśnie to odczuwają.

    Tym bardziej, że dziewczyny rosną… I co? Takie gołodupce z domu chcesz wypuścić?

    Odpowiedz
  2. gudrun

    hm…
    mówisz o odkładaniu.
    My na razie w ogóle nie odkładamy. Wybudowanie i urządzenie domu, nawet tak skromnie i własnymi rekoma, jak u nas- wymagało lat pracy. Własciwie to nie wiem, co powiedzieć. Porównując moje zarobki z Twoimi- to zarabiam gówno nie pieniądz. Z drugiej strony- porównując z innymi- przeciętnie, może nawet nieźle?
    Póki nie spłace samochodu- nie ma mowy o odkładaniu.
    Nie wiem, jak inni to robia, ze odkąłdają, janie umiem/nie chcę sobie niczego odmawiać:)

    Odpowiedz
  3. ukryta

    My też nie odkładamy. Bo autentycznie, obiektywnie nie ma z czego. A tak naprawdę czasem musimy wrzucić zęby w ścianę żeby przetrwać. Bywa bardzo biednie. Więc kiedy jest tyle kasy, że normalnie można żyć to ja już nie mam ochoty odkładać. Za 10 lat może mnie nie być…

    Odpowiedz
  4. gudrun

    Dokładnie, tak samo myslę. CZasy wielkiego liczenia się z pieniądzmi minęły. Zyjemy duzo lepiej niz na początku małżeństwa(z jednej pensji+budowa). Teraz to mamy dobrobyt w porównaiu z tym co dawniej było. Ale też nie ma z czym szaleć, spłącanie samochodu, utzrymywanie dzieci, domu, samochodów i zwierząt kosztuje:)Zwłaszcza jesli dzieci to kobiety:)

    Odpowiedz
  5. pb

    Tak.. utrzymanie dziewczynek/dziewczyn duużo kosztuje.

    Wiesz, ja nie zarabiam zbyt dużo, wbrew pozorom. Pierwszy kwartał był tragiczny – zrobiłem 15% planu. Zatem i kasa z tego żadna, a większość moich zarobków to prowizja.
    Tym bardziej, że co miesiąc 1100 zł leci na dziewczynki – bez względu na to czy mam pracę czy nie.

    Acha.. i fluktuacja na moim rynku jest duża – jak ktoś dla firmy nie zarabia to.. szukają kogoś lepszego.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>